Ta książka długo
czekała na swoją kolej. Nie mogłam do końca rozprawić się z „Nowym życiem”
Pamuka, po wielu dniach dałam za wygraną i skończyłam przygodę z tą książką.
Wtedy przyszła pora na „Madame”.
Zapowiadała się
ciekawie – już na okładce zaznaczone jest, że książka ta wygrała główną nagrodę
w konkursie wydawnictwa „Znak”. Czytałam już kilka książek, które wygrywały w
konkursach i dzięki temu były wydawane, większość bardzo mi się podobała, więc
dużo obiecywałam sobie po „Madame” już od początku. Z tyłu okładki zdjęcie
autora, krótka nota o nim oraz kilka słów na temat książki m.in. Małgorzaty
Musierowicz czy Stanisława Barańczaka. Pani Musierowicz napisała: „Zajrzałam do
Madame o czwartej po południu . Nad
ranem byłam już po lekturze całości. Od tej książki nie można się oderwać!”.
Ostatnie zdanie chyba najlepiej opisuje tą książkę.
Ja zaczęłam ją czytać
również popołudniu. Na działce, na leżaku, owinięta kocem, z kubkiem herbaty,
łapiąc ostatnie promienie lata. Nie wiem ile stron przeczytałam ciągiem, ale
wiele. Ja, która nie mogę się na niczym skoncentrować, robię wiele przerw
podczas oglądania filmu, o książkach nie wspominając. „Madame” pochłonęła mnie
całkowicie, od pierwszych stron. Lubię książki które, tak jak ta, bardzo
wchodzą w czasy w których rozgrywa się akcja.
Autor dba o szczegóły
(nieporozcinane strony książki!), język jest również dopasowany do klimatu –
opis madame, tego jakie stroje nosiła, jak się czesała bardzo mi się podoba,
widziałam ją jak żywą, a przy tym nie jest przerysowany. Książka nie jest
przegadana, nie ma w niej żadnych zbędnych słów, mimo ze tom jest znacznych rozmiarów
– prawie 400 stron – autor ani chwili nie zanudza, nie ma tak zbędnych opisów,
wydaje się, że każde napisane słowo jest potrzebne. Sam poziom języka,
stosowanego słownictwa oraz pewnych, wręcz poetyckich, wyrażeń (zakotwiczyć
w rzeczywistości) świadczy bardzo dobrze o umiejętnościach autora, aż nie
chce się wierzyć, że jest to jego debiut.
Kontynuując temat
języka, trudno nie powiedzieć o rodzaju humoru zastosowanym przez autora. To
jest to co uwielbiam! Przez wiele chwil, czytając książkę, uśmiechałam się do
siebie (często był to uśmiech połączony z podnieceniem: co będzie dalej?), a
bywały spore fragmenty w których szczerze się zaśmiewałam, mimo że nie miały
one jednoznacznego wymiaru humorystycznego. Działo się tak, ponieważ autor
potrafi tak pisać. Potrafi z sytuacji poważnych wydobyć absurd, za to wielkie
brawa. Uwielbiam fragment, gdzie opisywana jest fascynacja młodych chłopców
Popiołami.
Czytając drugą część
książki zastanawiałam się nieustannie jak ta historia się zakończy. W
najszczęśliwsze zakończenie dla bohatera nie było szans – byłoby to zbyt
tandetne. Zakończenie przez wyjazd madame również by mnie nie satysfakcjonowało
– byłoby zbyt oczywiste i smutne. Dlatego bardzo spodobało mi się rozwiązanie
użyte przez autora. Powrót do szkoły już w innej funkcji, spotkanie chłopca
zainteresowanego jego osobą i uświadomienie sobie istnienia własnej legendy
było klamrą spinającą całą tę opowieść. Było pełne, po skończeniu czytania nie
miałam wrażenia, że czegoś mi brakowało.
To teraz kilka słów o
tym co sprawiło, że książka ta nie będzie w moim top 5. Realność, rzeczywistość
głównego bohatera. Na początku byłam pod wrażeniem zdolności jakie posiada
główny bohater (szachy, fortepian, wspinaczka, teatr), jego ogromnej wiedzy i
erudycji. Jednak wraz z rozwojem sytuacji zaczęło mi to przeszkadzać. Ten,
który na początku był wzorem, ideałem, wraz z biegiem wydarzeń stał się tylko
groteskowym bohaterem. Przeszkadzała mi, kuła mnie w oczy wiedza,
nieskazitelność, dojrzałość bohatera. Mam wrażenie, że wszechstronnej wiedzy
mógłby mu pozazdrościć niejeden współczesny profesor. Być może mam zbyt duże
poczucie realizmu (piszę to ja, osoba, której ulubiona książka zawiera sceny
jedzenia ziemi przez kobietę), ale nie przekonuje mnie to.
Innym przejawem
doskonałości bohatera jest fakt, że wszystko mu się udaje. Chciał wystawić
spektakl? Wystawił, jednocześnie zdobywając główną nagrodę. Poszedł na wydział
romanistyki, aby znaleźć informacje o madame. Oczywiście znalazł co chciał,
sekretarki były życzliwe, bardzo pomocne, a na dodatek okazało się, że mają
wspólnego znajomego. Idealnie. Pan Konstanty to jemu oczywiście zwierza się ze
wspomnień minionych lat, a nasz bohater dowiaduje się wszystkiego co chciał, a
nawet więcej. Ciągle idealnie.
Podsumowując samego
bohatera: jego prawy charakter, ponadprzeciętna wiedza i inteligencja oraz
niewiarygodne szczęście sprawiają, że jest on przerysowany, groteskowy, nie
czuje się do niego sympatii. Do mnie to nie trafia. Być może był to celowy
zabieg, ale ja tego nie kupuję.
Powrócę jeszcze do
pozytywów. Książka jest naprawdę wciągająca, czyta się ją z niesłabnącym
zainteresowaniem. W bohaterze podoba mi się dociekliwość. To, że każdą
informację rozbiera na czynniki pierwsze. Docieka, zadaje pytania i sam szuka
na nie odpowiedzi. Jest mimo wszystko uroczy zbierając i analizując każdą,
nawet nieistotną informację o madame („Dlaczego nie było jej na tamtej
akademii?” „I jak się rzecz miała z Jerzykiem?”). Mam wrażenie, że większość
pytań postawionych w książce dotyczy bezpośrednio madame.
Z czystym sumieniem polecam wszystkim tę książkę, która chyba staje się klasyką współczesnej polskiej literatury.