piątek, 28 września 2012

Antoni Libera "Madame"

 


Ta książka długo czekała na swoją kolej. Nie mogłam do końca rozprawić się z „Nowym życiem” Pamuka, po wielu dniach dałam za wygraną i skończyłam przygodę z tą książką. Wtedy przyszła pora na „Madame”.

Zapowiadała się ciekawie – już na okładce zaznaczone jest, że książka ta wygrała główną nagrodę w konkursie wydawnictwa „Znak”. Czytałam już kilka książek, które wygrywały w konkursach i dzięki temu były wydawane, większość bardzo mi się podobała, więc dużo obiecywałam sobie po „Madame” już od początku. Z tyłu okładki zdjęcie autora, krótka nota o nim oraz kilka słów na temat książki m.in. Małgorzaty Musierowicz czy Stanisława Barańczaka. Pani Musierowicz napisała: „Zajrzałam do Madame o czwartej po południu . Nad ranem byłam już po lekturze całości. Od tej książki nie można się oderwać!”. Ostatnie zdanie chyba najlepiej opisuje tą książkę. 

Ja zaczęłam ją czytać również popołudniu. Na działce, na leżaku, owinięta kocem, z kubkiem herbaty, łapiąc ostatnie promienie lata. Nie wiem ile stron przeczytałam ciągiem, ale wiele. Ja, która nie mogę się na niczym skoncentrować, robię wiele przerw podczas oglądania filmu, o książkach nie wspominając. „Madame” pochłonęła mnie całkowicie, od pierwszych stron. Lubię książki które, tak jak ta, bardzo wchodzą w czasy w których rozgrywa się akcja. 

Autor dba o szczegóły (nieporozcinane strony książki!), język jest również dopasowany do klimatu – opis madame, tego jakie stroje nosiła, jak się czesała bardzo mi się podoba, widziałam ją jak żywą, a przy tym nie jest przerysowany. Książka nie jest przegadana, nie ma w niej żadnych zbędnych słów, mimo ze tom jest znacznych rozmiarów – prawie 400 stron – autor ani chwili nie zanudza, nie ma tak zbędnych opisów, wydaje się, że każde napisane słowo jest potrzebne. Sam poziom języka, stosowanego słownictwa oraz pewnych, wręcz poetyckich,  wyrażeń (zakotwiczyć w rzeczywistości) świadczy bardzo dobrze o umiejętnościach autora, aż nie chce się wierzyć, że jest to jego debiut. 

Kontynuując temat języka, trudno nie powiedzieć o rodzaju humoru zastosowanym przez autora. To jest to co uwielbiam! Przez wiele chwil, czytając książkę, uśmiechałam się do siebie (często był to uśmiech połączony z podnieceniem: co będzie dalej?), a bywały spore fragmenty w których szczerze się zaśmiewałam, mimo że nie miały one jednoznacznego wymiaru humorystycznego. Działo się tak, ponieważ autor potrafi tak pisać. Potrafi z sytuacji poważnych wydobyć absurd, za to wielkie brawa. Uwielbiam fragment, gdzie opisywana jest fascynacja młodych chłopców Popiołami.

Czytając drugą część książki zastanawiałam się nieustannie jak ta historia się zakończy. W najszczęśliwsze zakończenie dla bohatera nie było szans – byłoby to zbyt tandetne. Zakończenie przez wyjazd madame również by mnie nie satysfakcjonowało – byłoby zbyt oczywiste i smutne. Dlatego bardzo spodobało mi się rozwiązanie użyte przez autora. Powrót do szkoły już w innej funkcji, spotkanie chłopca zainteresowanego jego osobą i uświadomienie sobie istnienia własnej legendy było klamrą spinającą całą tę opowieść. Było pełne, po skończeniu czytania nie miałam wrażenia, że czegoś mi brakowało.

To teraz kilka słów o tym co sprawiło, że książka ta nie będzie w moim top 5. Realność, rzeczywistość głównego bohatera. Na początku byłam pod wrażeniem zdolności jakie posiada główny bohater (szachy, fortepian, wspinaczka, teatr), jego ogromnej wiedzy i erudycji. Jednak wraz z rozwojem sytuacji zaczęło mi to przeszkadzać. Ten, który na początku był wzorem, ideałem, wraz z biegiem wydarzeń stał się tylko groteskowym bohaterem. Przeszkadzała mi, kuła mnie w oczy wiedza, nieskazitelność, dojrzałość bohatera. Mam wrażenie, że wszechstronnej wiedzy mógłby mu pozazdrościć niejeden współczesny profesor. Być może mam zbyt duże poczucie realizmu (piszę to ja, osoba, której ulubiona książka zawiera sceny jedzenia ziemi przez kobietę), ale nie przekonuje mnie to. 

Innym przejawem doskonałości bohatera jest fakt, że wszystko mu się udaje. Chciał wystawić spektakl? Wystawił, jednocześnie zdobywając główną nagrodę. Poszedł na wydział romanistyki, aby znaleźć informacje o madame. Oczywiście znalazł co chciał, sekretarki były życzliwe, bardzo pomocne, a na dodatek okazało się, że mają wspólnego znajomego. Idealnie. Pan Konstanty to jemu oczywiście zwierza się ze wspomnień minionych lat, a nasz bohater dowiaduje się wszystkiego co chciał, a nawet więcej. Ciągle idealnie.

Podsumowując samego bohatera: jego prawy charakter, ponadprzeciętna wiedza i inteligencja oraz niewiarygodne szczęście sprawiają, że jest on przerysowany, groteskowy, nie czuje się do niego sympatii. Do mnie to nie trafia. Być może był to celowy zabieg, ale ja tego nie kupuję.

Powrócę jeszcze do pozytywów. Książka jest naprawdę wciągająca, czyta się ją z niesłabnącym zainteresowaniem. W bohaterze podoba mi się dociekliwość. To, że każdą informację rozbiera na czynniki pierwsze. Docieka, zadaje pytania i sam szuka na nie odpowiedzi. Jest mimo wszystko uroczy zbierając i analizując każdą, nawet nieistotną informację o madame („Dlaczego nie było jej na tamtej akademii?” „I jak się rzecz miała z Jerzykiem?”). Mam wrażenie, że większość pytań postawionych w książce dotyczy bezpośrednio madame.

Z czystym sumieniem polecam wszystkim tę książkę, która chyba staje się klasyką współczesnej polskiej literatury.

wtorek, 11 września 2012

Orhan Pamuk "Nowe życie"

 

Wcześniej wiedziałam, że autor ten dostała nobla oraz, że jest autorem książki "Śnieg". Gdy "Nowe życie" wpadło mi w ręce w bibliotece zaciekawiło mnie tytułem (sama byłam w momencie, gdy potrzebowałam impulsu i pomysłu aby zacząć swoje życie od początku) oraz uznaniem jakim cieszył się autor. Wypożyczyłam, czując, że to będzie na prawdę dobra książka.

Niestety, tym razem moja intuicja mnie zawiodła. Książka mnie rozczarowała, mam poczucie, że niepodołałam. Przemęczyłam się przez ponad 100 stron i odłożyłam ją na półkę, nie ma sensu męczyć się dalej skoro po tylu przeczytanych stronach nie byłam w stanie załapać o co tak naprawdę chodzi...

Fabuła kręci się wokół tajemniczej książki, która zmienia całe życie osób ją czytających. Nie wiem czy w końcu tajemnica tej książki zostaje rozwiązana, ale przez te 100 stron jest to snucie się wokół czegoś nierealnego. Mój poziom abstrakcji jest widocznie za mały aby tą książkę zrozumieć.

Ów tajemniczy tom, po przeczytaniu którego nic już nie jest takie jak przedtem, może być oczywiście tylko symbolem. Ale symbolem czego? Czytając przychodziło mi do głowy kilka pomysłów, ale ciągle brakowało mi punktu zaczepienia, czegoś rzeczywistego w tej opowieści.

Sama atmosfera jest bardzo senna, książka ciężka i po prostu nudna. Na pewno znajdą się osoby którym taki styl bardzo pasuje, ale ja nie jestem jedną z nich. Sam styl, język jest ciekawy, ale to dla mnie za mało. Nie dla mnie Pamuk.